piątek, 23 września 2011

Przerwa techniczna



Z racji tego, że mojej głowie nic się nie dzieje, a życie póki co dostarcza mi wystarczającą ilość questów, które muszę wykonać, robię sobie przerwę od pisania tego bloga. Oczywiście to tylko formalność z racji tego, że od miesiąca nic nie napisałem.
Muszę przemyśleć parę konceptów tego miejsca. Tego jakie ma być. Czy dalej będzie to autystyczny blogasek? A może zająć się blogowaniem na poważnie. Tylko tu trzeba konkretnego tematu. Jak u Hatalskiej czy Kominka. Albo daleko nie szukając Puszkina.

Pytanie tylko czy ja w ogóle mam coś do powiedzenia. Tym bardziej coś takiego, co ktokolwiek będzie chciał przeczytać. 
Pesymistycznie się zrobiło.
Póki co swój narcyzm karmić będę na Usterkach.

środa, 3 sierpnia 2011

Pierwszy mobilny post. Z lòżka.

Mam dziś wolne. Tak bywa, jak pracuje się w galerii handlowej. Niestety potem trzeba iść do roboty w niedzielę. I w sobotę. Postanowiłem dziś z tej okazji zablogować ze swojego nowego telefonu, który to jeszcze nie ma fioletowej aktywacji, ale spawnie współpracuje z wi-fi.
Telefon, z którego piszę to Galaxy 551 firny Samsung. Jak się okazuje produkty sygnowane tą marką są naprawde niezłe.
Na pokładzie jest Android, dzięki czemu mam dostęp do aplikacji umożliwiających mi pisanie na komórce bloga, bez konieczności logowania się na stronę i zużywania pakietów internetowych. To na plus.
In minus - ogólna toporność pisania na komórce z fizyczną klawiaturą, która potwornie stęka. Pisanie polskich ogonków jest uciążliwe,bo trzeba wybierać je oddzielnie. Nie ma sprawdzania pisowni w tym programie, może się uda zainstalować. No i nie ma justowania.
Jak się właśnie okazał można też wrzucać zdjęcia.
Podsumowując, jest nawet dobrze,ale jak dla mnie niewystarczająco. Trochę lepiej to blogowanie mobilne sobie wyobrażalem.


piątek, 22 lipca 2011

Mój pierwszy fanpejdż

Właśnie założyłem swojego pierwszego fanpejdża dla drugiego zdjęciowego bloga przepraszamy za usterki. Właściwie to dałem się namówić Puszkinowi. A że rano mój nastrój oscylował w okolicach bardzo niskich, postanowiłem zaakceptować wyzwanie i szybko stworzyć usterkom profil na Facebooku.
Do tego dorzuciłem jeszcze na stronie lajkowego boxa, który wyświetla aktualny stan fanów. Póki co mam pięciu. Liczę na dziesięć-dwanaście osób. Taki wynik w zupełności zaspokoi moje ego.
Póki co Facebook pociesza mnie umieszczając podwójnie awatary wszystkich fanów.
Zatem odwiedzajcie przepraszamy za usterki, lajkujcie i przeglądajcie.

sobota, 16 lipca 2011

To nie jest mój Optimus Prime

Praktycznie tydzień zajęło mi strawienie trzeciej części Bayformers. O ile pierwszą częścią byłem zachwycony, to najnowsza produkcja (nazwanie jej  "dziełem" byłoby daleko idącym nadużyciem ironii) okazała się masakrą na miarę pierwszych scen z oryginalnego animowanego filmu z lat osiemdziesiątych. I broń Teorio Strun, nie chodzi tu o dramatyzm, a raczej o to, co zrobiły Decpeticony z Autobotami.
Od początku nie chciałem iść na ten film. Niestety kiedyś do roboty wpadł Kaczmar i przy klientach rzucił "właściwie to chciałem ci powiedzieć, że Sentinel Prime wszystkich zdradza, Ironhide ginie, a Optimus traci rękę". Zrobił to w rewanżu za spoil cameo Wolverina w X-Men.
Nie mam problemów ze zdradzaniem treści fabuły. Co więcej, niejednokrotnie czytam streszczenie filmu przed pójściem do kina, wyciągam wszelkie informacje z sieci, czytam recenzje nie przeskakując co bardziej wrażliwych fragmentów. Zatem spoil Kaczmara odniósł odwrotny skutek i na film, ze sporymi utrudnieniami, dotarłem.
Niestety to, co zobaczyłem oscylowało w okolicach Jądra Ziemi. Psia kupa nie stanie się smaczniejsza, jeśli polejemy ją czekoladą, posypiemy wiórkami i nadziejemy na patyk, a do tego damy klamerkę na nos, żebyśmy nie poczuli smrodu odchodów. Film nie ma fabuły. Jest fabuła zastępcza, pełna retconów, które trzymają się jedynie dzięki wyjątkowo gruby niciom. Nagle bowiem okazuje się, że cały plan z pierwszej części - czyli zdobycia Wszechiskry i zniszczenia Autobotów jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Tak naprawdę, to Sentinel i Megatorn dogadali się wcześniej i chcieli spotkać się na Ziemi, by wykorzystać ludzi do odbudowy Cybertronu.
Co dalej? Dalej mamy złe i średniej klasy aktorstwo, które pozwoliło Rosie wypaść przyzwoicie. Laska dużo nadrabia akcentem. Nie dość, że jest ładna, to jeszcze jest Brytyjką. Jak na debiutantkę i osobę występującą sprawuje się całkiem nieźle, dzięki czemu jedyną zauważalną zmianą w roli żeńskiej względem poprzedniej części jest kolor włosów.
Jeśli zaś chodzi o Sama.... No cóż, Shia nie popisał się za bardzo. Dużo krzyczy, macha łapami, łaje swój samochód i jedynego przyjaciela w jednym. I to właściwie tyle. No dobra, Shia jest śmieszny, kiedy chwali się medalem od Obamy. I to chyba jedyne kilka momentów (gdyż robi to wielokrotnie), kiedy jest śmieszny.
Na koniec zostawiam sobie rzecz, która mnie najbardziej wkurzyła w tym filmie, tj. poprowadzenie postaci Optimusa. Ten, kto oglądał serial animowany, wie, że przywódca Autobotów jest postacią dobrą, walczącą bardziej z przymusu, niż z wyboru. W końcu jego motto, to wolność jest prawem każdej świadćomej istoty. Właściwie to jest postacią chrystianiczną, która ginie za grzechy i głupotę młodego pokolenia, by przyjść powtórnie i ocalić świat. Proszę zatem mi  wytłumaczy, dlaczego nagle wyrywa swojemu przeciwnikowi głowę z kręgosłupem, jak jakiś, kurwa, Sub-Zero, a potem dokonuje egzekucji na zdrajcy? Rozumiem, że serial animowany był adresowany do innego odbiorcy niż film, ale żeby z Optimusa robić Punishera?
Na szczęście Dark of the Moon to ostatnia część serii o Transformerach. Trzymam Baya za słowo i mam nadzieję, że nie zobaczę czwartej części z dinobotami albo predaconami (gadający Lazerbeak mnie rozwalił wystarczająco) w roli głównej, pomocniczej, czy pobocznej.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Karnawał blogowy RPG #23: Zanim zagraliście pierwszą sesję

Jako, że cny Sedżaj pisze rzadko, a tym razem podłączył się pod karnawał blogowy jako prowadzący, postanowiłem się również podłączyć pod to przedsięwzięcie, mimo iż z RPG mam obecnie niewiele wspólnego, o ile kiedykolwiek miałem. A że lubię się rozwodzić nad swoim ego, to taki temat jest dla mnie w sam raz.

Pierwsza sesja

Mój pierwszy raz odbył się z Warmłotkiem. Był to pierwszy erpeg, którego trzymałem w rekach. Oczywiście stworzyłem postać krasnoluda machającego toporem, zdaje się, a nawet na pewno zabójce trolli. Sesji nigdy nie skończyliśmy, ale to nie szkodzi. Musiały być to wakacje między ósmą, a pierwszą klasą. Czyli będzie jakoś z dziesięć, a nawet jedenaście lat temu.
Graliśmy wtedy z Wolakiem i Kubą, kuzynami z Torunia. Prowadził ich kumpel, niejaki Maciej, za którym przepadałem średnio, bo się śmiał (do spółki z bratem) z wieku mojego ojca. Chuj jeden jebany.
Sesja była o tym, że ktoś nas napadł, a my go zabiliśmy. I tyle.

Ostatnia strona
Pierwszy raz do czynienia z RPG miałem poprzez reklamy Dungeons and Dragons na tylnej okładce X-Men, wydawanych przez TM-Semic. Do dziś nie wiem, czemu nie zażyczyłem sobie tego na urodziny. Podyktowane to było podaj nieświadomością czym jest RPG i tym,  że nie w Gda nie dało się tego kupić, a zakupy telefoniczne w mojej dziecięcej świadomości mogły nie istnieć (chociaż jak byłem chory oglądałem reklamy telezakupów w TV).
Potem trafiłem na jakiś art w Secret Service, który rozbudził moją wyobraźnię. Do tego doszedł jeszcze ekran mistrza gry do Wilkołaka, który wykopałem w Olsztyńskim empku.
Można zatem śmiało uznać, że komiksy z mutantami stworzyły w mojej głowie hasło RPG.

Im Land der fantastischen Drachen

Wcześniej była jeszcze kreskówka Dungeons & Dragons. Pacholęciem będąc nie miałem świadomości, że istnieje jakaś inna rozrywka niż telewizja i drzewo, które udawało Enterprise. I tak naprawdę tę kreskówkę można uznać za początek mojej przygody z grami fabularnymi.


O tym, co było wcześniej

Na samym początku był RTL, który wprowadził mnie w świat seriali animowanych z lat osiemdziesiątych. W ten oto sposób miałem okazję w przyspieszonym tempie nadrobić zaległości z tzw. komunizmu. I tak mój mózg wypełniły The Adventures of the Galaxy Rangers, MASK, Captain N, Captain Power, Transformery. Nie można zapomnieć o Motomyszach z Marsa oraz Kapitanie Planecie.
Chociaż może skłonności do fantastyki należałoby poszukać jeszcze dalej, w okolicach Smerfów czy Wuzzli. Albo w dziwnym dziecięcym życiu w Suchym Dębie i przedszkolu w Grabinach-Zameczku, które wyglądało co najmniej, jak wyjęte z Zewu Cthulhu.
Muszę jeszcze wspomnieć o Batmanie, którego obejrzałem z mamą w 1989 w kinie Leningrad. Było to przeżycie osobliwe. Na film wybrałem się z mamą i jej klasą, chyba, przynajmniej tak to wspominam. Lat miałem wtedy pięć. Może już sześć, jeśli przyjmiemy ówczesne kinematograficzne opóźnienia. Był to bodaj mój pierwszy kontakt z superbohaterami, przynajmniej takimi typowo amerykańskimi.I chyba ten punkt (chociaż tak naprawdę mógł być to Królik Roger) jest początkiem mojej przygody z fantastyką, a w konsekwencji RPG.

Konkluzja

Wnioski z tego płyną proste - z RPG zapoznała mnie mama. Gdyby nie zabrała mnie na Batmana, pewnie nigdy nie polubiłbym superbohaterów. Wtedy nie sięgnąłbym po X-Men, a w konsekwencji nigdy bym nie zobaczył reklam Dungeons and Dragons. Jakie to proste!
Dzięki mamo! 

sobota, 2 lipca 2011

Matura to bzdura, czyli wstęp do Tygrysiej Matki

Wczoraj ogłoszono wyniki matur. Jak pewnie już słyszeliście, w skali kraju prawie 25% abiturientów nie zdało. To znaczy, że na dwie ławki przypada jedna niezdajda. To znaczy, że na każdą rodzinę przypada jedna taka osoba, w pracy będzie podobnie, tylko zagęszczenie będzie większe. A o klientach przychodzących do sklepów już nie wspomnę. A jeśli ubrać tą bezduszną statystykę w rzeczywistość, to wyszłoby na to, że matury nie ma prawie cały Słupsk.
Świadczy to tylko o tym, że obecni maturzyści nie tyle nie czytają książek, nie potrafią policzyć PIT-a, czy odnaleźć Ułan-Bator na mapie. Oni nie będą potrafili zrozumieć, o ile w ogóle ją przeczytają, umowy, którą podpisują (zakładając, że potrafią się podpisać), będą tonęli w długach, bo nie będą potrafili policzyć,czy wydają więcej, niż zarabiają (nie zapominajmy o kredytach na mieszkanie, które tak ochoczo wszyscy biorą),  i zgubią się na autostradzie korzystając z GPS!
Roman "Koniec" Gier-tych podobno grzmiał wczoraj na fejsie, że trzeba przywrócić amnestię maturalną! Wtedy umożliwimy tym dwudziestu pięciu procentom studiowanie i tym samym godziwą przyszłość! Ja się pytam, jaką,(przerywnik), przyszłość! Co oni będą studiować? Filologię rosyjską? Politologię? Socjologię? 
Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz - po co te 25% ludzi poszło do liceum. Nie mogli pójść do szkół zawodowych, na przykład fryzjerskich, gastronomicznych, technicznych?
Wnioski z tego płynące są smutne. Mamy oto pokolenie ludzi intelektualnie miernych, czy stosując system ocen, dopuszczalnych. Pytanie tylko do czego można ich dopuścić? Bo śmiem twierdzić, że żadna krowa takiego barachła by nie chciała!

poniedziałek, 20 czerwca 2011

O mobilności

Dopadła mnie mobilna rewolucja! Od dziś możecie użalać się nade mną nie tylko przed ekranami swoich komputerów, ale także siedząc w pociągu, na ubikacji, czy czekając w kolejce do lekarza. Od dziś dostępny w wersjach komórkowych. Zatem jeśli wasz telefon jest nieco lepszy, niż Nokia 3210, to wpisaniu weń adresu mojego blogaska zostaniecie przekierowani na wapowską wersję strony. Dzięki temu będziecie mogli w łatwy i przyjazny sposób czytać to, co tutaj wyprodukuje.
Do mobilnego pisania jeszcze nie dojdzie, gdyż ależ nie mam odpowiedniego telefonu, ale wszystko jest kwestią przyszłości i może będę mógł pisać swoje małokomupotrzebne [sic!] wypociny na klawiaturze Wave'a 533.